- - SpA - sprawy bieżące - Janusz Maderski JACHTY - BUDOWA, KONSTRUKCJE

Przejdź do treści

Menu główne:

Czternasta doba

Opublikowany przez w - ·

Wczoraj pasat nie wiał równo z siłą cztery. Przychodziły podmuchy osiągające mocne sześć stopni Beauforta. Pracują foki. Genakery schowane. Fale urosły. Te normalne osiągają trzy metry. Między nimi toczą się pięciometrowe góry. Spienione grzbiety chcą zabrać jacht na krótką przejażdżkę. Gdy odwrócą łódkę burtą mogą ją położyć a w sztormie mogłyby nawet zrolować. Miecze rufowe opuszczone. To silnie ustatecznia kursowo. Pomaga samosterowi. Powstrzymuje łódkę przed odwróceniem burtą do fali. Dobrze by spienione grzbiety nie niosły  łódki tylko szybko i spokojnie przechodziły pod kadłubem. Trzeba na grzbiecie fali przyhamować łódkę. Nie pozwolić jej się rozpędzić. Na Setce wystarczy wypuścić z rufy sześćdziesiąt metrów liny. Liny wypuszczone. Jurand holuje swoją od dwóch dni. Łódka płynie spokojniej. Bezpiecznie. Mniejsze są przechyły z burty na burtę. Skutecznie żeglował Ludek Chovanec. Stovka pokonała sto piętnaście mil. Alczento sto dwadzieścia. To dobre przebiegi. Może również efekt korzystnego prądu. Dodatkowe mile wypracowane taktyką.






Przed Wigilią

Opublikowany przez w - ·

Jurand zbliża się do trzydziestego piątego stopnia długości zachodniej. Ludek ma jeszcze dwadzieścia siedem mil trzydziestego. Wigilia to dzień w którym chcesz odliczać następne kratki na mapie. Co ja tu robię? Sam bawię się z Oceanem. Powinniśmy tu być wszyscy. Ze wschodu przychodzą fale. Błękitne góry pełne delikatnych załamań. Z pasatową regularnością, co dziesięć sekund rosną nad rufą. Doganiają jacht. Unoszą pawęż.  Prześlizgują się pod kadłubem. Czasami biały grzbiet tocząc się ku Amerykom znajdzie kres na grubej sklejce pawęży. Trzaśnie w pudełko kadłuba. Ochlapie bryzgami leżącego w kokpicie żeglarza.  Dobrze, że zeszli na południe. Prognozy się sprawdzają. Na północy nie będzie pasatu. Ludek ma dwie mile do szesnastego stopnia. Jurand jest dwadzieścia mil niżej. Tu mogą liczyć na stały wiatr. Ludek Chovanec przepłynął w ciągu doby dziewięćdziesiąt pięć mil. Jurand Goszczyński sto dziesięć. Pasat nie był mocniejszy jak wczoraj. Dobrych Świąt. Przyjaznego Oceanu.






Dwunasta doba

Opublikowany przez w - ·

W górze bliźniacze, wypchnięte na burty foki. Pasat osiąga cztery stopnie Beauforta. Przyjemna spokojna jazda. Dusze sportowców chciałyby jeden stopień więcej. Kilkunastu węzłów na zjeździe z fali. Stu czterdziestu mil na dobę. Nie widać odpowiednich warunków na mapach pogody. Będzie taki pasat z jakim chcielibyście żeglować przez Atlantyk z rodziną. Spokojnie. Ciepło. Czyste niebo. Dwu i pół metrowe fale. Dużo radości. Mniej emocji. Wiele czasu na czytanie książek. Wiadomość od Juranda: przełomowe odkrycie, na podłodze trzeba spać głową w kierunku rufy. Alczento podobnie jak wczoraj przepłynął sto dziesięć mil. Stovka zwolniła. Sto mil w czasie ostatniej doby.
Najnowsza wiadomość od Juranda Goszczyńskiego. Dzisiejszej nocy przyszła szóstka. Rano spadło do czterech. Pozostała fala rzucająca jachtem fala.






Jedenasta doba

Opublikowany przez w - ·

Ludek Chowanec goni. Być tak blisko i nie zajść na Wyspy Zielonego Przylądka? Zajść na chwilę. Porozmawiać przez telefon z rodziną. Złożyć życzenia. Płynąć dalej zaraz po Świętach. Który z żeglarzy o tym nie myślał. Ludek był blisko. Minął Wyspy niesiony pasatem i falami. Nie odpuszczał Stovce. Przepłynął w ciągu doby sto dwadzieścia pięć mil. Schodzi na południowy zachód. Ku sprzyjającemu prądowi. Ku mocniejszemu pasatowi. Goni Juranda. Stovka goni Alczento.
Jurand Goszczyński przekroczył już trzydziesty pierwszy południk. Zostało jeszcze trzydzieści. Żeglował spokojnie. Jak pozwolił delikatny pasat. Przepłynął sto dziesięć mil. Na południe zszedł trzydzieści pięć. I Ludek i Jurand są już poniżej siedemnastego stopnia.  Uciekną przed słabszymi wiatrami które przyjdą za kilka dni na północy.






Dziesiąta doba

Opublikowany przez w - ·

Równy piękny wiatr wypełnił pasatowe foki. Trzy do czterech stopni Beauforta z baksztagu. Słońce. Ciepło. Nareszcie ciepło. Długie fale. Błękitny ocean. Łódka delikatnie zabiera się z falą na zawietrznym zboczu.  Gdzieś były słoneczne okulary. Koniecznie trzeba znaleźć. Jeszcze coś na głowę. Ubranie?. Po co ubranie.  Ocean żyje. Latające ryby uciekają przed drapieżnikami. Wzbijają się do krótkiego lotu. Szukają noszenia na grzbietach fal. Lądowanie jest zawsze ryzykiem. Jachcik lekko, w rytmie rozkołysu pochyla się z burty na burtę. Samoster pewnie trzyma kurs.  Alczento i Stovka żeglują w pasacie. Jurand Goszczyński szybko płynie do mety. Schodzi na południe. Ostatni dzień przyniósł sto dwadzieścia mil. Dla Ludka Chowanca to pierwsza pełna doba w pasacie. Próba ile da z siebie. Ile da z siebie Stovka. Na ile pozwoli lekki pasat. Chwilami prędkość przekracza osiem węzłów.  W czasie dwudziestu czterech godzin Ludek przepłynął sto dziesięć mil. Nadal zdecydowanie schodzi na południe. Prosto ku Wyspom Zielonego Przylądka.






Dziewiąta doba.

Opublikowany przez w - ·

Jurand Goszczyński płynie z pasatem. Minął Wyspy Zielonego Przylądka. Przepłynął sto trzydzieści mil w czasie doby. Dmucha trzy do czterech. Z NW przychodzi silny rozkołys. Nakłada się na pasatowe fale i spowalnia łódkę. Sprzęt O.K. Wyszło słońce. Można doładować akumulatory.  Przed Alczento dwa tysiące mil  oceanu.
Ludek Chowanec złapał pasat. Od rana jeszcze dmuchało bardzo słabo. Po południu wiatr rósł. Wróciło normalne żeglowanie. Stovka kręci dawno niewidziane cztery węzły. Chwilami lepiej. Doba kończy się dziewięćdziesięcioma milami przebiegu. Znowu jest dobrze. Ludek schodzi na południe ku mocniejszemu pasatowi.
Trzy tygodnie wcześniej, gdy płynęły Globe 5.80, po pierwszych trudnych dniach rozbudował się Wyż Azorski. Pojawił się mocny, równy pasat dmuchajacy wysoko, już od dwudziestego piątego stopnia szerokości. Zawodnicy mogli szybko żeglować do mety. Sto czterdzieści mil w ciągu doby. Teraz nie ma Wyżu Azorskiego który wzmocniłby pasat i zbudował szeroką autostradę na Karaiby. Przez najbliższe dwa tygodnie pogodę będą kształtowały gigantyczne niże sięgające od Grenlandii po Wyspy Kanaryjskie. Będą spychały pasat na południe. Siła pasatu nie będzie duża. Przeważnie koło czterech stopni Beauforta, o ile łódki zejdą wystarczająco na południe. Na północ od pasatu, pojawią się obszary ciszy i słabych wiatrów. Warto więc szybko schodzić w okolice piętnastego równoleżnika. Z trzech powodów. Żeby skorzystać z Prądu Północnorównikowego. Żeby ominąć, zostawić na północy cisze i słabe wiatry. Żeby surfować z pasatowymi falami dalej od wielkiego niżu wywołującego niekorzystny rozkołys.






Ósma doba

Opublikowany przez w - ·

Wczorajszy dzień to żeglowanie przy bardzo słabych podmuchach. Nocna martwa fala która kiwała jachtami z burty na burtę wygładzia się o świcie. Chmury zakryły niebo.  Przechodzą krótkie deszcze. Poranne dwa, trzy węzły w południe były marzeniem. Alczento i Stovka spokojnie przesuwały się po gładkiej wodzie. Jeden węzeł, czasami półtora. Kontraszot utrzymuje wypchnięty na burtę bom. Wiatr nie ma siły by wydąć żagle. Czasami, na chwilę zapala genaker. Żeglarz siedzi na zawietrznej by przechyłem pomóc utrzymać profil żagli. Łódka powoli, bardzo powoli płynie do przodu. Przed północą do Alczento docierają pierwsze mocniejsze podmuchy. Ze wschodu ku północy. Z pasatowego kierunku. Początkowe dwa rośnie o północy do słabej trójki. Łódka zaczyna jechać. Trzy węzły. Po godzinie cztery. Siedem gdy przychodzi świt. Potem spada do pięciu. Jurand Goszczyński żegluje na zachód. Po dwudziestu czterech godzinach może odłożyć na mapie kolejne osiemdziesiąt pięć mil. Dwa stopnie na północ od Alczento flauta. Przez całą dobę tylko przechodzące czasami delikatne podmuchy pozwalały Ludkowi Chowancowi przesuwać się do przodu. Dwadzieścia mil w czasie doby. Rano pojawia się nieco mocniejszy podmuch. Stovka rusza. Dwa węzły. Przed Ludkiem kolejna trudna doba. Pasat jest blisko.






Siódma doba.

Opublikowany przez w - ·

Jeżeli mapy pogodowe są prawdziwe to udało się. Jurandowi na pewno. Ludek musi jeszcze wymykać się ciszom. Walcząc o każdą milę w bardzo słabych wiatrach, uciekali. Nie dali się zatrzymać. Obszar flaut zostawią na północy. Będzie tam tkwił dłużej niż tydzień. Alczento i Stovka nie zatrzymają się w ciszy na wiele dni. Będą żeglowały w pasacie. Jurand i Ludek mają za sobą trudną dobę. Tak słabo jeszcze nie dmuchało. Jedynka. Podmuchy do trzech. Mała falka. Jedna czwarta zachmurzenia. Wszystko działa. Jurand Goszczyński przepłynął 85 mil. Nie przepłynął. Wycisnął osiemdziesiąt pięć mil z bardzo słabych warunków. Jest blisko Wysp Zielonego Przylądka. Tu kieruje się dzioby jachtów ku Karaibom. Tu już powinien być pasat. Będzie. Przyjdzie dzisiaj wieczorem. Najpierw dmuchnie trójką. Jutro cztery. Ludek Chowanec był bliżej cisz. Wiatr dmuchał jeszcze słabiej niż Jurandowi. Flauty łapały Stovkę. Ludek schodził na południe na najlżejszych podmuchach. Powoli. Dwa węzły. Jest dobrze. Jedziemy. Dwa i pół. Dobrze, bardzo dobrze. Sześćdziesiąt mil do przodu. Jeszcze doba. Nie dać się zatrzymać. Zejść na południe. Sięgnąć pasatu.






Szósta doba

Opublikowany przez w - ·

Jedna ręka dla jachtu, druga dla siebie. Stara żeglarska zasada. Trudno żeglować z jedną sprawną ręką. Jeszcze trudniej postawić genaker na tańczącym pokładzie.
Przyszły cisze. Tam gdzie jeszcze wczoraj żeglował Ludek Chowanec już nic nie fuka. Wiatr zatrzymał się na północ i zachód od zawodników. Na przedpolach flaut dmucha bardzo słabo. Ludek łapie delikatne tchnienia i skutecznie żegluje na południe. Od wczoraj przepłynął 70 mil. Jurand Goszczyński Jest bardziej na południu. Walczył korzystając z lekkich podmuchów.  Miał ich więcej niż Ludek. Przepłynął dziewięćdziesiąt mil. Do pasatu zostało jeszcze sto pięćdziesiąt. Ani dziś ani jutro nie będzie silniejszego wiatru. Cisze mogą zejść na południe.






Piąta doba

Opublikowany przez w - ·

Myślicie, że najgorszy jest sztorm? Sztorm jest piękny. Wielkie fale. Białe grzbiety. Krystaliczne, turkusowe jeziora na szarych, zawietrznych zboczach fal. Sztorm jest piękny. Koszmar to flauta. Flauta z martwą falą. Flauta z martwą falą w upale. Jacht przechyla się z burty na burtę. Równo co osiem sekund. Wybierasz szoty. Bom i tak przelatuje. Wszystko skrzypi. Trzeszczy. Telepią się żagle. Nie ma wiatru. Nie ma prędkości. Nie ma sterowania. Jacht obraca się jak chce. Stoisz bezsilny. Krople potu spływają na powieki. Fale przychodzą jedna za drugą. Kiwają jachtem. Tylko czas stoi w miejscu.
Podczas piątej doby Jurand Goszczyński przepłynął sto pięć mil a Ludek Chowanec sto. Przed żeglarzami trzy trudne dni. Trzeba łapać najdelikatniejsze podmuchy i uciekać na południowy zachód. Ku pasatowi. Nie dać się zamknąć w obszarze flauty. Obaj mają szanse.
Wiadomość od Juranda: Wiatr 3-4, czasem 2. W nocy nic nie spałem. Krzyżująca się fala daje mocno w kość. Na horyzoncie chyba deszczyk. Zarefowałem się i wyciągnąłem mydło.







Wstecz | Dalej
Copyright 2016. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego