- - SpA - sprawy bieżące - Janusz Maderski JACHTY - BUDOWA, KONSTRUKCJE

Przejdź do treści

Menu główne:

Siedemnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Poniedziałek jest powtórką z niedzieli. Spokojny pasat dmucha z siłą dwa do czterech. Łagodne, równe, niewysokie fale przechodzą pod łódkami. Ciepło. Ocean przyjemnie łagodzi temperaturę.  Dobry czas na genaker i ręczne sterowanie. Trzeba wycisnąć jak najwięcej z  wakacyjnych warunków. Czasami sternik schodzi do kabiny by chować się przed palącym słońcem. Nie dać się poparzyć. Powierzchnia fal odbija promienie. Oślepia. Oślepia światło załamane w kryształkach soli na pokładzie. Bez słonecznych okularów trudno byłoby przepłynąć ocean .Nadchodzi fala. Unosi kadłub. Genaker wypełniony delikatnym wiatrem. Pracuje. Zawietrzne zbocze. Łódka przyspiesza. Stovka czasami przekracza sześć węzłów. Ludek Chovanec przepłynął sto mil. Ma jeszcze do mety tysiąc czterysta trzydzieści. Jurand Goszczyński zmusił Alczento do przepłynięcia dziesięciu mil więcej. Tysiąc siedemdziesiąt mil do mety. Ostatni tysiąc z prawie czterech.






Szesnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Drugi dzień Świąt przyniósł zmianę pogody. Wiatr nieco słabszy. Dmucha trzy do czterech. czasami spada do dwójki. Nie ma krzyżujących się fal. Nie ma dziadów. Jest łagodnie pasatem rozkołysany ocean. Dwumetrowe, długie fale. Dwadzieścia pięć stopni. Ciepło. Czasami chmurka zakryje na chwilę niebo. Pozwoli odpocząć od słońca. Spokój. Wakacyjne żeglowanie. Genaker w górę. Jedziemy. To ciągle regaty. Jurand Goszczyński przepłynął sto dwadzieścia mil. Zszedł dziewięć minut poniżej piętnastego stopnia. Zbliża się do czterdziestego pierwszego południka. Na sześćdziesiątym pierwszym, między St. Lucią a Martyniką jest meta. Jeszcze dwadzieścia południków przygody. Ludek Chovanec zszedł dziesięć minut poniżej piętnastego stopnia. Jakby obaj czytali w myślach drugiego. Przepłynął sto mil. Do mety zostało tysiąc pięćset dwadzieścia. Pasat nie jest mocny ale pozwala skutecznie żeglować.






Piętnasta doba

Opublikowany przez w - ·

Pasat nadal nie dmucha równo. Prędkość wiatru skacze od dziesięciu do dwudziestu pięciu węzłów. Od trzech do sześciu stopni Beauforta. Co chwilę trzeba zrzucać lub podnosić któryś z żagli. Gdy wieje trójka można nieść całego grota i dwa foki wypchnięte wytykami.  Gdy wiatr rośnie trzeba zarefować grota. Potem zrzucić jednego foka. Gdy rośnie nadal grot w dół. Teraz niewielka poprawka ustawienia samosteru. Musi prowadzić inaczej obciążoną żaglami łódkę. Można odpocząć. Po chwili wiatr słabnie. Czy warto stawiać żagle? Jak długo to potrwa? Słabnie. To przecież regaty. Stawiamy. Chwila odpoczynku. Zabawa od nowa. W drugą stronę. Dużo pracy. Zmęczenie. Efektu jakby nie było. Martwa fala nakłada się na pasatowy rozkołys. Szarpie i hamuje łódkę. Męczy. Miejscami tworzą się interferencyjne "dziady". Niemal punktowe wzniesienia oceanu. Niewielkie półtora - dwumetrowe wodne iglice. Żyją kilkanaście sekund. Załamują się. Czasami zmoczą pokład. Te powstające w pasacie są niewielkie. Jeden zajrzał przez luk do kabiny Alczento. Dobrze, że jest ciepło. Szybko wyschnie. Jurand Goszczyński przepłynął sto dziesięć mil. Ma jeszcze do mety tysiąc trzysta. Zszedł prawie do piętnastego stopnia szerokości. Nadszedł ten tydzień w którym lepiej być na południu. Ominąć kolejną strefę cisz i słabych wiatrów. Ludek Chovanec też zszedł w okolice piętnastego stopnia szerokości. W czasie doby przepłynął sto pięć mil. Teraz czas żeglować na zachód.






Czternasta doba

Opublikowany przez w - ·

Wczoraj pasat nie wiał równo z siłą cztery. Przychodziły podmuchy osiągające mocne sześć stopni Beauforta. Pracują foki. Genakery schowane. Fale urosły. Te normalne osiągają trzy metry. Między nimi toczą się pięciometrowe góry. Spienione grzbiety chcą zabrać jacht na krótką przejażdżkę. Gdy odwrócą łódkę burtą mogą ją położyć a w sztormie mogłyby nawet zrolować. Miecze rufowe opuszczone. To silnie ustatecznia kursowo. Pomaga samosterowi. Powstrzymuje łódkę przed odwróceniem burtą do fali. Dobrze by spienione grzbiety nie niosły  łódki tylko szybko i spokojnie przechodziły pod kadłubem. Trzeba na grzbiecie fali przyhamować łódkę. Nie pozwolić jej się rozpędzić. Na Setce wystarczy wypuścić z rufy sześćdziesiąt metrów liny. Liny wypuszczone. Jurand holuje swoją od dwóch dni. Łódka płynie spokojniej. Bezpiecznie. Mniejsze są przechyły z burty na burtę. Skutecznie żeglował Ludek Chovanec. Stovka pokonała sto piętnaście mil. Alczento sto dwadzieścia. To dobre przebiegi. Może również efekt korzystnego prądu. Dodatkowe mile wypracowane taktyką.






Przed Wigilią

Opublikowany przez w - ·

Jurand zbliża się do trzydziestego piątego stopnia długości zachodniej. Ludek ma jeszcze dwadzieścia siedem mil trzydziestego. Wigilia to dzień w którym chcesz odliczać następne kratki na mapie. Co ja tu robię? Sam bawię się z Oceanem. Powinniśmy tu być wszyscy. Ze wschodu przychodzą fale. Błękitne góry pełne delikatnych załamań. Z pasatową regularnością, co dziesięć sekund rosną nad rufą. Doganiają jacht. Unoszą pawęż.  Prześlizgują się pod kadłubem. Czasami biały grzbiet tocząc się ku Amerykom znajdzie kres na grubej sklejce pawęży. Trzaśnie w pudełko kadłuba. Ochlapie bryzgami leżącego w kokpicie żeglarza.  Dobrze, że zeszli na południe. Prognozy się sprawdzają. Na północy nie będzie pasatu. Ludek ma dwie mile do szesnastego stopnia. Jurand jest dwadzieścia mil niżej. Tu mogą liczyć na stały wiatr. Ludek Chovanec przepłynął w ciągu doby dziewięćdziesiąt pięć mil. Jurand Goszczyński sto dziesięć. Pasat nie był mocniejszy jak wczoraj. Dobrych Świąt. Przyjaznego Oceanu.






Dwunasta doba

Opublikowany przez w - ·

W górze bliźniacze, wypchnięte na burty foki. Pasat osiąga cztery stopnie Beauforta. Przyjemna spokojna jazda. Dusze sportowców chciałyby jeden stopień więcej. Kilkunastu węzłów na zjeździe z fali. Stu czterdziestu mil na dobę. Nie widać odpowiednich warunków na mapach pogody. Będzie taki pasat z jakim chcielibyście żeglować przez Atlantyk z rodziną. Spokojnie. Ciepło. Czyste niebo. Dwu i pół metrowe fale. Dużo radości. Mniej emocji. Wiele czasu na czytanie książek. Wiadomość od Juranda: przełomowe odkrycie, na podłodze trzeba spać głową w kierunku rufy. Alczento podobnie jak wczoraj przepłynął sto dziesięć mil. Stovka zwolniła. Sto mil w czasie ostatniej doby.
Najnowsza wiadomość od Juranda Goszczyńskiego. Dzisiejszej nocy przyszła szóstka. Rano spadło do czterech. Pozostała fala rzucająca jachtem fala.






Jedenasta doba

Opublikowany przez w - ·

Ludek Chowanec goni. Być tak blisko i nie zajść na Wyspy Zielonego Przylądka? Zajść na chwilę. Porozmawiać przez telefon z rodziną. Złożyć życzenia. Płynąć dalej zaraz po Świętach. Który z żeglarzy o tym nie myślał. Ludek był blisko. Minął Wyspy niesiony pasatem i falami. Nie odpuszczał Stovce. Przepłynął w ciągu doby sto dwadzieścia pięć mil. Schodzi na południowy zachód. Ku sprzyjającemu prądowi. Ku mocniejszemu pasatowi. Goni Juranda. Stovka goni Alczento.
Jurand Goszczyński przekroczył już trzydziesty pierwszy południk. Zostało jeszcze trzydzieści. Żeglował spokojnie. Jak pozwolił delikatny pasat. Przepłynął sto dziesięć mil. Na południe zszedł trzydzieści pięć. I Ludek i Jurand są już poniżej siedemnastego stopnia.  Uciekną przed słabszymi wiatrami które przyjdą za kilka dni na północy.






Dziesiąta doba

Opublikowany przez w - ·

Równy piękny wiatr wypełnił pasatowe foki. Trzy do czterech stopni Beauforta z baksztagu. Słońce. Ciepło. Nareszcie ciepło. Długie fale. Błękitny ocean. Łódka delikatnie zabiera się z falą na zawietrznym zboczu.  Gdzieś były słoneczne okulary. Koniecznie trzeba znaleźć. Jeszcze coś na głowę. Ubranie?. Po co ubranie.  Ocean żyje. Latające ryby uciekają przed drapieżnikami. Wzbijają się do krótkiego lotu. Szukają noszenia na grzbietach fal. Lądowanie jest zawsze ryzykiem. Jachcik lekko, w rytmie rozkołysu pochyla się z burty na burtę. Samoster pewnie trzyma kurs.  Alczento i Stovka żeglują w pasacie. Jurand Goszczyński szybko płynie do mety. Schodzi na południe. Ostatni dzień przyniósł sto dwadzieścia mil. Dla Ludka Chowanca to pierwsza pełna doba w pasacie. Próba ile da z siebie. Ile da z siebie Stovka. Na ile pozwoli lekki pasat. Chwilami prędkość przekracza osiem węzłów.  W czasie dwudziestu czterech godzin Ludek przepłynął sto dziesięć mil. Nadal zdecydowanie schodzi na południe. Prosto ku Wyspom Zielonego Przylądka.






Dziewiąta doba.

Opublikowany przez w - ·

Jurand Goszczyński płynie z pasatem. Minął Wyspy Zielonego Przylądka. Przepłynął sto trzydzieści mil w czasie doby. Dmucha trzy do czterech. Z NW przychodzi silny rozkołys. Nakłada się na pasatowe fale i spowalnia łódkę. Sprzęt O.K. Wyszło słońce. Można doładować akumulatory.  Przed Alczento dwa tysiące mil  oceanu.
Ludek Chowanec złapał pasat. Od rana jeszcze dmuchało bardzo słabo. Po południu wiatr rósł. Wróciło normalne żeglowanie. Stovka kręci dawno niewidziane cztery węzły. Chwilami lepiej. Doba kończy się dziewięćdziesięcioma milami przebiegu. Znowu jest dobrze. Ludek schodzi na południe ku mocniejszemu pasatowi.
Trzy tygodnie wcześniej, gdy płynęły Globe 5.80, po pierwszych trudnych dniach rozbudował się Wyż Azorski. Pojawił się mocny, równy pasat dmuchajacy wysoko, już od dwudziestego piątego stopnia szerokości. Zawodnicy mogli szybko żeglować do mety. Sto czterdzieści mil w ciągu doby. Teraz nie ma Wyżu Azorskiego który wzmocniłby pasat i zbudował szeroką autostradę na Karaiby. Przez najbliższe dwa tygodnie pogodę będą kształtowały gigantyczne niże sięgające od Grenlandii po Wyspy Kanaryjskie. Będą spychały pasat na południe. Siła pasatu nie będzie duża. Przeważnie koło czterech stopni Beauforta, o ile łódki zejdą wystarczająco na południe. Na północ od pasatu, pojawią się obszary ciszy i słabych wiatrów. Warto więc szybko schodzić w okolice piętnastego równoleżnika. Z trzech powodów. Żeby skorzystać z Prądu Północnorównikowego. Żeby ominąć, zostawić na północy cisze i słabe wiatry. Żeby surfować z pasatowymi falami dalej od wielkiego niżu wywołującego niekorzystny rozkołys.






Ósma doba

Opublikowany przez w - ·

Wczorajszy dzień to żeglowanie przy bardzo słabych podmuchach. Nocna martwa fala która kiwała jachtami z burty na burtę wygładzia się o świcie. Chmury zakryły niebo.  Przechodzą krótkie deszcze. Poranne dwa, trzy węzły w południe były marzeniem. Alczento i Stovka spokojnie przesuwały się po gładkiej wodzie. Jeden węzeł, czasami półtora. Kontraszot utrzymuje wypchnięty na burtę bom. Wiatr nie ma siły by wydąć żagle. Czasami, na chwilę zapala genaker. Żeglarz siedzi na zawietrznej by przechyłem pomóc utrzymać profil żagli. Łódka powoli, bardzo powoli płynie do przodu. Przed północą do Alczento docierają pierwsze mocniejsze podmuchy. Ze wschodu ku północy. Z pasatowego kierunku. Początkowe dwa rośnie o północy do słabej trójki. Łódka zaczyna jechać. Trzy węzły. Po godzinie cztery. Siedem gdy przychodzi świt. Potem spada do pięciu. Jurand Goszczyński żegluje na zachód. Po dwudziestu czterech godzinach może odłożyć na mapie kolejne osiemdziesiąt pięć mil. Dwa stopnie na północ od Alczento flauta. Przez całą dobę tylko przechodzące czasami delikatne podmuchy pozwalały Ludkowi Chowancowi przesuwać się do przodu. Dwadzieścia mil w czasie doby. Rano pojawia się nieco mocniejszy podmuch. Stovka rusza. Dwa węzły. Przed Ludkiem kolejna trudna doba. Pasat jest blisko.






Wstecz | Dalej
Copyright 2016. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego